Ethan Hawke żalił się ostatnio, iż współczesne filmy są za długie o co najmniej 20 minut. Najnowsze dzieło z udziałem aktora też powinno zostać skrócone - o 98 minut, czyli dokładnie tyle ile trwa "Daybreakers - Świt".
Nie mogę pojąć, dlaczego po raz kolejny kapitalnie zapowiadający się obraz najzwyczajniej w świecie spieprzono. Bracia Spierigowie mieli genialny pomysł. W niedalekiej przyszłości rasą dominującą na Ziemi są wampiry, ludzkość to z kolei wymierający gatunek. Jest to problemem nie tylko dla zagrożonych, ale i krwiopijców, bo jak się można domyślać, oznacza to dla nich brak pożywienia. Wampiry "hodują" więc ludzi, ale i to nie wystarcza. Jedynym wyjściem jest stworzenie sztucznej krwi, która pozwoli na "odzyskanie zasobów". Zajmuje się tym pewien hematolog (Hawke) - wieczny 35-latek ma jednak zahamowania natury moralnej.
Jak widać rzecz jest co najmniej intrygująca, w wykonaniu niemieckich twórców zupełnie jednak pozbawiona polotu i jakiejkolwiek wizji. Dostajemy brutalnie krwawy film sensacyjny, z masą strzelaniny (to z broni palnej, to z kuszy), pościgów i banalnych postaci. No i Ethan. Samotny "kowboj", hołubiący resztki swej ludzkiej natury - wyczerpany emocjonalnie i intelektualnie naukowiec, który własnymi rękami zmierza zmienić świat.
Cztery pary wyruszają w podróż życia do luksusowego resortu na tropikalnej wyspie. Podczas gdy jedna z nich jest tam po to, aby "naprawić swoje małżeństwo", pozostałe trzy pary zamierzają głównie rozkoszować się słońcem. Wkrótce jednak okazuje się, że udział w niekonwencjonalnej terapii par, jaką oferuje resort wcale nie jest dobrowolny, a tanie grupowe wakacje mają swoją prawdziwą cenę. Witajcie na Wyspie Problemów w komedii "Raj dla par".
Dave (VINCE VAUGH) i Ronnie (MALIN AKERMAN) od lat tworzą związek poświęcając się dzieciom, przyjaciołom i pracy. Po ośmiu, wydawałoby się szczęśliwych latach, Jason (JASON BATEMAN) i Cynthia (KRISTEN BELL) znaleźli się na rozdrożu. Szokują przyjaciół – Dave'a i Ronnie, Joeya (JON FAVREAU) i Lucy (KRISTIN DAVIS) oraz Shane'a (FAIZON LOVE) i jego nową dziewczynę Trudy (KALI HAWK) – informując ich, że myślą o rozwodzie.
Jason i Cynthia podejmują ostatnią próbę, aby ocalić swoje małżeństwo. Odkrywają Eden Resort, tropikalny raj na wyspie na Południowym Pacyfiku, specjalizujący się w szeroko pojętej terapii małżeńskiej. Stać ich jednak tylko na tzw. "Pakiet Pelikana", oferujący zniżkę grupową. Podczas gdy oni będą poddawać się terapii, ich przyjaciele odpoczną na białych, piaszczystych plażach i będą się dobrze bawić. Jest jednak jeden mały haczyk...
"ARTUR I ZEMSTA MALTAZARA" to kolejny film kultowego reżysera Luca Bessona, który ma w swoim dorobku takie przeboje filmowe jak "Leon zawodowiec", "Piąty element" czy "Wielki błękit". Pierwsza część przygód Artura zatytułowana "ARTUR I MINIMKI" zgromadziła w samej tylko Francji 6,5 miliona widzów i ponad 18 milionów na całym świecie (113mln USD w Box Office). Sprzedano także 1,5 miliona płyt DVD, co świadczy o wręcz entuzjastycznym przyjęciu obrazu. W ekranizacji drugiej części niezwykle fantazyjny i bogaty świat Minimków zyskuje jeszcze bardziej na wizualnej atrakcyjności, dzięki nowym technologiom i poświęceniu ekipy pracującej przy filmie. Mnóstwo nowych postaci i zakręconych bohaterów oraz bardzo dynamiczny ciąg wydarzeń zapewnią świetną zabawę widzom w każdym wieku!
Artur nie posiada się z radości, gdyż wreszcie nadeszła chwila powrotu do krainy Minimków i wytęsknionego spotkania z Selenią. Jego malutcy przyjaciele przygotowują bankiet na cześć Artura, księżniczka przywdziewa zaś suknię z płatków róży. Niestety ojciec Artura akurat tego dnia obwieszcza plan wyjazdu z farmy babci. Na chwilę przed wyjazdem tajemniczy pająk rzuca na dłoń Artura ziarenko ryżu z napisem "S.O.S.". Artur nie ma najmniejszych wątpliwości - Selenia jest w niebezpieczeństwie! Chłopiec nie zastanawiając się śpieszy jej z pomocą, ryzykując starcie z oddziałami nowego tyrana Siedmiu Królestw, a także walkę ze szczurami, żabami i włochatymi pająkami. Po przybyciu do wioski Minimków, Artur odkrywa jednak, że to nie od nich przybyło wezwanie o pomoc! Któż mógł podstępnie zwabić naszego młodego bohatera w pułapkę?
"Głód", czyli "W imię ojca" pierwszej dekady XXI wieku
Gdy na chwilę z przyczyn technicznych, trzeba było na festiwalu Era Nowe Horyzonty (gdzie odbyła się polska prapremiera filmu) przerwać projekcję, nikt nie protestował, nie oburzał się. Na nowohoruzontowej sali panowała kompletna cisza i skupienie. Sala była oniemiała. Tak właśnie wpływa na ludzi "Hunger" ("Głód") w reżyserii i według scenariusza debiutanta Steve'a McQueena.
Rok 1981. Margaret Thatcher mówi jasno i wyraźnie: "Nie ma morderstwa politycznego. Jest tylko akt kryminalny". W więzieniu Maze w Północnej Irlandii grupa bojowników IRA osadzonych w bloku H podejmuje protest "Blanket and No-Wash" - odmawiają noszenia więziennych uniformów i mycia się. Strażnicy nie mają dla nich ani cienia litości. Siłą i szyderstwem próbują zmusić do podporządkowania się regulaminowi. Maze przemienia się z placówki penitencjarnej w pole regularnej bitwy, w której jedna strona posiada pałki, gumowe rękawice, tarcze i szlauchy, a druga – nieugięty charakter. Gdy bunt nie przynosi oczekiwanych rezultatów, więźniowie decydują się na strajk głodowy.
Nie bez powodu Steve'a McQueena uważa się za jedno z największych odkryć brytyjskiego kina ostatnich miesięcy, a jego "Głód" za "najbardziej szokujący i ważny film roku". To obraz, który śmiało można postawić w jednym rzędzie z głośnym "W imię ojca" (1993). Nie tylko ze względu na zbliżony temat, ale przede wszystkim dzięki sile aktorstwa i reżyserii. Ten film zachodzi za skórę, a widz jego projekcję odczuwa fizycznie. Bo i McQueen nie opowiada grzecznej bajeczki dla małych dzieci, przeciwnie – przedstawia świat brutalny i brudny, cuchnący fekaliami i poraniony krwawiącymi wrzodami, świat, w którym w imię walki z terroryzmem dozwolone jest wszystko. Niemniej, nie można twórcy zarzucić siania propagandy.