"Ciacho", to pełna rozmachu i fantazji, trzymająca w napięciu i bogata w dowcipne dialogi opowieść o tym, że każdy może stać się bohaterem i znaleźć swoją drugą połówkę.
Basia (Marta Żmuda-Trzebiatowska) to dziewczyna, która potrafi rzucić na kolana niejednego strongmana. Tymczasem jej bracia są… trochę inni.
Dawid (Tomasz Karolak) – zna się na modzie lepiej od Beckhama
"ARTUR I ZEMSTA MALTAZARA" to kolejny film kultowego reżysera Luca Bessona, który ma w swoim dorobku takie przeboje filmowe jak "Leon zawodowiec", "Piąty element" czy "Wielki błękit". Pierwsza część przygód Artura zatytułowana "ARTUR I MINIMKI" zgromadziła w samej tylko Francji 6,5 miliona widzów i ponad 18 milionów na całym świecie (113mln USD w Box Office). Sprzedano także 1,5 miliona płyt DVD, co świadczy o wręcz entuzjastycznym przyjęciu obrazu. W ekranizacji drugiej części niezwykle fantazyjny i bogaty świat Minimków zyskuje jeszcze bardziej na wizualnej atrakcyjności, dzięki nowym technologiom i poświęceniu ekipy pracującej przy filmie. Mnóstwo nowych postaci i zakręconych bohaterów oraz bardzo dynamiczny ciąg wydarzeń zapewnią świetną zabawę widzom w każdym wieku!
Artur nie posiada się z radości, gdyż wreszcie nadeszła chwila powrotu do krainy Minimków i wytęsknionego spotkania z Selenią. Jego malutcy przyjaciele przygotowują bankiet na cześć Artura, księżniczka przywdziewa zaś suknię z płatków róży. Niestety ojciec Artura akurat tego dnia obwieszcza plan wyjazdu z farmy babci. Na chwilę przed wyjazdem tajemniczy pająk rzuca na dłoń Artura ziarenko ryżu z napisem "S.O.S.". Artur nie ma najmniejszych wątpliwości - Selenia jest w niebezpieczeństwie! Chłopiec nie zastanawiając się śpieszy jej z pomocą, ryzykując starcie z oddziałami nowego tyrana Siedmiu Królestw, a także walkę ze szczurami, żabami i włochatymi pająkami. Po przybyciu do wioski Minimków, Artur odkrywa jednak, że to nie od nich przybyło wezwanie o pomoc! Któż mógł podstępnie zwabić naszego młodego bohatera w pułapkę?
Najnowszy obraz autorki Madeinusy to skromne, minimalistyczne kino, które z godnością stawia czoło wielkim produkcjom.
Claudia Llosa (pochodząca ze słynnej rodziny Llosów) ponownie odwiedza pierwotny świat rodzinnego Peru i oferuje dzieło pełne obyczajowości, realizmu magicznego i mitologii. Udaje jej się wciągnąć widzów w historię o poszukiwaniu własnej tożsamości, silnie zakorzenioną w tradycji i pełną kulturowych symboli.
Gorzkie mleko to zderzenie świata prymitywnego, pełnego przesądów i zabobonnych wierzeń ze współczesną cywilizacją. Film opowiada o trudnej drodze do wewnętrznego wyzwolenia, stając się metaforyczną przypowieścią o śmierci i narodzinach nowego życia, zarówno na poziomie fizycznym, jednak przede wszystkim symbolicznym. Bohaterka po śmierci matki, przechodząc niełatwą drogę, wyzwala się z rodzinnej traumy, by w końcu odnaleźć radość życia.
"Głód", czyli "W imię ojca" pierwszej dekady XXI wieku
Gdy na chwilę z przyczyn technicznych, trzeba było na festiwalu Era Nowe Horyzonty (gdzie odbyła się polska prapremiera filmu) przerwać projekcję, nikt nie protestował, nie oburzał się. Na nowohoruzontowej sali panowała kompletna cisza i skupienie. Sala była oniemiała. Tak właśnie wpływa na ludzi "Hunger" ("Głód") w reżyserii i według scenariusza debiutanta Steve'a McQueena.
Rok 1981. Margaret Thatcher mówi jasno i wyraźnie: "Nie ma morderstwa politycznego. Jest tylko akt kryminalny". W więzieniu Maze w Północnej Irlandii grupa bojowników IRA osadzonych w bloku H podejmuje protest "Blanket and No-Wash" - odmawiają noszenia więziennych uniformów i mycia się. Strażnicy nie mają dla nich ani cienia litości. Siłą i szyderstwem próbują zmusić do podporządkowania się regulaminowi. Maze przemienia się z placówki penitencjarnej w pole regularnej bitwy, w której jedna strona posiada pałki, gumowe rękawice, tarcze i szlauchy, a druga – nieugięty charakter. Gdy bunt nie przynosi oczekiwanych rezultatów, więźniowie decydują się na strajk głodowy.
Nie bez powodu Steve'a McQueena uważa się za jedno z największych odkryć brytyjskiego kina ostatnich miesięcy, a jego "Głód" za "najbardziej szokujący i ważny film roku". To obraz, który śmiało można postawić w jednym rzędzie z głośnym "W imię ojca" (1993). Nie tylko ze względu na zbliżony temat, ale przede wszystkim dzięki sile aktorstwa i reżyserii. Ten film zachodzi za skórę, a widz jego projekcję odczuwa fizycznie. Bo i McQueen nie opowiada grzecznej bajeczki dla małych dzieci, przeciwnie – przedstawia świat brutalny i brudny, cuchnący fekaliami i poraniony krwawiącymi wrzodami, świat, w którym w imię walki z terroryzmem dozwolone jest wszystko. Niemniej, nie można twórcy zarzucić siania propagandy.